Archiwum kategorii: Najnowsze wpisy

Jak hijab może ocalić kobiety Zachodu? Urywki z zadziwiającej wypowiedzi ajatollaha Khameneiego

Przygotowując dla Was artykuł o Iranie natrafiłam na tekst, którego nagłówek przyciągnął moją uwagę, a jego zawartość sprawiła, że przecierałam oczy ze zdumienia, oto on:

„10 faktów Ajatollaha Khamenei: Czy hijab może ocalić kobiety Zachodu?”

Jest to zbiór wypowiedzi Ajatollaha Khameneiego na temat hidżabu i jego roli w życiu kobiety jak i całego społeczeństwa. Ciekawie się to czyta, niektóre fragmenty oczywiście szokują, wywołują oburzenie, ale moim zdaniem i tak warto je przeczytać. Po co? Żeby poznać przyczyny, dla których tak wiele kobiet na świecie zmuszana jest do szczelnego zakrywania swojego ciała. A jeżeli nie prawdziwe przyczyny, to przynajmniej sposób, w jaki próbuje się kobietom w krajach muzułmańskich wmówić, dlaczego powinny nosić hidżab i się nie buntować. Tak czy siak  polecam, w ramach poszerzania horyzontów, jak na prawdziwych podróżników przystało.

20 październik 2009

„Odsłaniając kobiety [kobiece ciało] cywilizacja zachodu nie stara się dać im wolności.  Zachód chce, aby kobiece ciało cieszyło męskie oko i żeby było wykorzystywane w niegodny sposób„.

3 stycznia 2008 

Hidżab jest dla kobiety zaszczytem. W przeszłości w większości krajów, nawet w Europie, dwieście, trzysta lat temu,  arystokratki nosiły na twarzach welon – formę hidżabu, który pozwalał im zasłonić się. Ten welon był dla kobiety zaszczytem. W starożytnej Persji również panowała taka sama zasada. Ale żony zwykłych mężczyzn nie nosiły welonów, nie było takiego nakazu. Wtedy wkroczył islam i zlikwidował tę dyskryminację i powiedział kobietom, że muszą nosić hidżab. W ten sposób prawo do noszenia hidżabu objęło wszystkie kobiety„.

„Teraz oskarżają nas o łamanie praw kobiet. A to oni powinni być potępieni. Oni są tymi, którzy powinni tłumaczyć się z wykorzystywania kobiet jako przedmiotu ich rozwiązłości. Wczoraj otrzymałem statystyki dotyczące przemocy w rodzinie. Pokazują one, że dwie trzecie kobiet na świecie jest bita przez  swoich mężów.  To jest przerażające. Ten rodzaj przemocy występuje głównie w rozwiniętych krajach Zachodu i jest efektem  wykorzystywania seksualnego, seksualnych oczekiwań mężczyzn w stosunku do kobiet„.

10 marca 1997

„Hidżab dostarcza kobiecie ochrony: nosząc hidżab, muzułmanki zapewniają ochronę zarówno sobie jak i mężczyznom.  Kiedykolwiek więc zabiera się hidżab kobietom, kiedykolwiek popycha się kobiety w kierunku nagości, odbiera się im w ten sposób bezpieczeństwo: po pierwsze im, a po drugie mężczyznom i ludziom młodym.  Islam nakazał kobietom nosić hidżab aby chronić zdrowe i bezpieczne środowisko życia, w którym kobiety mogą swobodnie wykonywać swoje zadania, a mężczyźni dopełniać swoich obowiązków” .

22 października 1997

„Przejawem królowania w świecie Zachodu patriarchatu jest fakt, iż świat ten chce aby kobiety służyły zaspokajaniu potrzeb mężczyzn. Dlatego właśnie mówią, że kobiety powinny się malować, właśnie po to, żeby dostarczać mężczyznom przyjemności! To jest patriarchat,  a nie wolność dla kobiet„.

Niestety, ich kultura rozpełzła się po całym świecie.  Przez ich zachowanie, w chwili obecnej, jednym z najważniejszych obowiązków kobiety jest pokazywanie się i służenie ich urody przyjemności mężczyzn. Te sprawy stały się najważniejszymi cechami, które są wskazane u kobiety (…) Z kolei hidżab i skromność sprawiają, że kobieta zyskuje szacunek, one dają kobiecie ochronę. [Ludzie Zachodu] odbierają  im tę  codzienną ochronę, ubierając ten akt w piękne słowa.  Pierwszą, albo może jedną z pierwszych konsekwencji takiego zachowania było zniszczenie i obniżenie roli rodziny [w społeczeństwie]”.

 

 

 

 

Do Iranu!

W związku z ostatnim zjazdem dotyczącym Bliskiego Wschodu, który odbył się w Warszawie, wiele mówiono nie tyle o tym, kto w nim uczestniczył, ile o tym, kogo na nim nie było, a mianowicie –  przedstawicieli jednego z największych i najważniejszych graczy w tym rejonie świata – Iranu. Przyczyna była oczywista – spotkanie w Warszawie było zjazdem sojuszników Stanów Zjednoczonych, które przecież zaliczają Islamską Republikę Iranu do tak zwanej Osi Zła.

Wtedy pomyślałam o Was. Dlaczego? No bo jeżeli w polskich mediach mówi się o Iranie, to w kontekście wyżej wymienionej „Osi Zła”, broni jądrowej, nienawiści do Żydów oraz braku poszanowania dla kobiet. Czyli przeciętny Polak na propozycję: a może na wakacje do Iranu? Zaśmieje się szyderczo i popuka w głowę. No a właśnie my, Lamy, nie popukamy, ale przybijemy piątkę. Uważamy, że odwiedzenie tego kraju jest bardzo dobrym pomysłem, a tym tekstem  chcemy Was do poznania tego kraju zachęcić.

Na początek obalmy kilka mitów związanych z podróżą do Iranu:

NIE!

  • Wrogie nastawienie do zachodnich turystów.
  • Nienawiść do osób wyznających judaizm – w samym Teheranie znajduje się kilkanaście synagog, liczna mniejszość żydowska żyje sobie w Iranie spokojnie i bezpiecznie.
  • Nie dogadam się!
  • Kosmyk włosów wysunął się spod chusty – idę do więzienia.

A teraz kilka najfajniejszych rzeczy w Iranie:

TAK!

  • Gościnność, której nie doświadczycie w turystycznych enklawach.
  • Miasta pustyni w których żyje się jak w średniowieczu.
  • Persowie i Persepolis – monumentalne zabytki w świetnym stanie
  • Pałace z tysiąca i jednej nocy, które można zwiedzać za przysłowiowy grosik.
  • Ogrody Babilonu. Istnieją nadal!
  • Słodyczowy zawrót głowy.
  • A także … pewnie jedna z niewielu okazji do poznania Afgańczyków – w Iranie mieszka wielu uchodźców z tego kraju – nam udało się poznać jednego z nich.

Iran zaskoczył nas wschodnim przepychem rodem z baśni 1001 nocy. Myśleliśmy, że ten świat można odnaleźć tylko na kartach książek dla dzieci, ale on istnieje naprawdę. W XXI wieku, w naszej globalnej wiosce, to właśnie tu, w Iranie, odnajdziecie ducha magii i dawnego orientu: pałace ociekające złotem i wyłożone tysiącem skrzących się malutkich lusterek, przyprawiające o zawrót głowy i przeczące rozsądkowi skomplikowanie formy wykładanych mozaikami ogromnych przestrzeni meczetów, jedyne w swoim rodzaju, tak odmienne od europejskich orientalne malowidła naścienne, czy całe sklepienia, drewniane, a powycinane tak misternie, jak papierowe serwetki. Popatrzcie:

Tego nie znajdziecie nie tylko w Paryżu, czy w w Mediolanie. Nawet w Stambule,  przecież niegdysiejszej stolicy Imperium Osmańskiego, nie znajdziecie tej magii, tego przepychu.

Oprócz zabytków średniowiecznych Iran ma jeszcze do zaoferowania zabytki liczące sobie dwa tysiące lat i więcej – w tym przede wszystkim, wspaniale zachowane, Persepolis – stolicę wybudowaną w pierwszym wieku przed naszą erą przez Dariusza I. Sami popatrzcie m.in. na te niezwykle charakterystyczne dla Persji płaskorzeźby:

No i jeszcze koniecznie musimy Wam pokazać kilka zdjęć z pustynnych miast – tutaj Jazd:

 

IRAN – A TO CIEKAWE!

  • Nie spotkasz zakochanych par chodzących za rękę, za to wielu … mężczyzn spacerujących w ten sposób z kolegami.
  • Jak męski shopping to tylko w Iranie: znajdziecie szalony wybór ubrań dla mężczyzn, dwa razy większy niż dla kobiet.
  • Męska rewia mody ( i stylizacji fryzjerskich) na ulicach.
  • Zestawy do ćwiczeń fitness na powietrzu w większości parków, obok placów zabaw dla dzieci.

Na koniec musimy dać Wam jednak jeszcze kilka przestróg – Iran pełen jest gościnnych, przyjaźnie nastawionych ludzi, ale trzeba pamiętać, że to zupełnie odmienny świat: kultura, religia, zwyczaje – kto ich nie uszanuje musi liczyć się z konsekwencjami swojej ignorancji.

UWAŻAJCIE WIĘC NA:

  • Wbitą pieczątkę z izraelską wizą – raczej wizy wjazdowej w takiej sytuacji nie dostaniecie – Żydzi mieszkający w Iranie to jedno, a państwo Izrael to zupełnie co innego
  • Publiczne okazywanie sobie uczuć, w tym również trzymanie się za rękę
  • Nocowanie pod namiotem w modelu koedukacyjnym
  • Rozmowy na tematy polityczne – lepiej dmuchać na zimne
  • Nakrycie głowy u kobiet jest obowiązkowe: kosmyk czy dwa mogą wystawać, ale chusta musi być tak samo, jak spodnie do kostek i rękawy przynajmniej do łokcia.

 

Øh Jul! Boże Narodzenie po skandynawsku: tradycje, przepisy i ciekawostki

W Polsce mamy swoje ukochane, bogate tradycje związane z okresem adwentu i samym Bożym Narodzeniem: roraty, karp, sianko pod obrusem, pasterka… A co z innymi krajami? Czy spędzaliście kiedykolwiek te szczególne święta poza Polską? Praktycznie każdy naród wytworzył swoje własne, niepowtarzalne rytuały, niektóre z nich są naprawdę niezwykłe. W czasie gdy mieszkaliśmy w Danii, udało się nam poznać i przeżyć te typowe dla krajów skandynawskich.

Bożonarodzeniowe potyczki

Najpierw podobieństwa w polskich i duńskich tradycjach: też jest choinka, są prezenty …hmm i to chyba na tyle z tego, co podobne. Chociaż nie, wróć, nawet z prezentami nie jest tak samo, jak w Polsce, bo oprócz tradycyjnych prezentów pod choinką jest też … „walka o prezenty” w wieczór wigilijny. Na środku stołu stawiamy prezenty przyniesione przez wszystkich zgromadzonych, po czym rzucamy kostką. Ten kto wyrzuci szóstkę bierze prezent. Jednak gdy środek stołu opustoszeje, gra wcale się nie kończy, ale właśnie wkracza w najbardziej emocjonującą fazę! Ustawia się minutnik i rozpoczyna się wielkie ZABIERAJSTWO-KRADZIEJSTWO prezentów :-> Kto wyrzuci sześć lub jeden, może zabrać prezent dowolnie wybranej osobie, dając go sobie lub komukolwiek innemu. Gdy czas minie osoba, która skończyła pierwszą rundę z masą prezentów może zostać z niczym 😛 Polecam tę grę na wieczór wigilijny, sami graliśmy w to z rodziną i bardzo się spodobało!

Odrobina magii

No dobrze a co z różnicami? Z pewnością w czasie Adwentu i samych świąt Bożego Narodzenia w Skandynawii znajdziemy dużo mniej Boga, a dużo więcej czarów i magii. To oczywiście pokłosie odchodzenia od chrześcijaństwa mieszkańców północy, którzy mimo wszystko, jak każdy człowiek, potrzebują w swoim życiu duchowych przeżyć i oderwania się od prozy codzienności. Osobiście UWIELBIAM ich Julekalendere*. Nie, nie chodzi mi o kalendarze adwentowe z czekoladkami. Julekalendere to baśniowe seriale tworzone co roku specjalnie na czas Adwentu. Mnóstwo w nich faunów, krasnoludków i złych czarownic. Najbliżej im chyba do Kronik z Narni. Hmm, jakby Wam je przybliżyć…. Weźmy na przykład tegoroczny Theo og den magiske talizman: mikrusowaty, wyśmiewany przez kolegów z klasy Theo ma jednego prawdziwego przyjaciela: swojego dziadka. Gdy ten zapada w śpiączkę, Theo postanawia odnaleźć go w  Thannanayi, magicznym świecie, który jest krainą graniczną pomiędzy światem żywych i umarłych. Mały Theo zrobi wszystko, żeby dziadek powrócił z Thannanayi do świata żywych.

Poniżej macie link do serialu, cały po duńsku, ale można sobie włączyć kawałek i poczuć klimat – mmm!

https://www.dr.dk/tv/se/julekalender-2018/julekalender-2018-2/theo-den-magiske-talisman-5-24#!/

A tutaj fragment innego Julekalender, sprzed dwóch lat:

https://www.youtube.com/watch?v=1jM_Rl7O5Ck

To historia dziewczyny, która zasypiając, za każdym razem przenosi się do równoległego świata pełnego bohaterów bajek braci Grimm. Coraz częściej wybiera magiczny świat, odrzucają swoje trudne, pełne smutku życie w realu, aż w końcu zapada w śpiączkę. Na szczęście ma mocno kochającą siostrę, która postanawia za wszelką cenę wyrwać ją z bajkowego świata i przywrócić do życia.

Jak widzicie Julekalender pełne są magii, ale i ciepła, wiary w siłę więzi rodzinnych i przyjaźni. Nie znajdziemy w nich motywów chrześcijańskich, nawiązań do narodzin Pana Jezusa, ale mają one swoje własne, bardzo pozytywne przesłanie.

Cztery świece

W czasie Adwentu Duńczycy mają jeszcze jedną fajną tradycję: na stole stawiają cztery świece, po jednej na każdy tydzień Adwentu. Każda z nich ma sześć kresek, codziennie wypala się tylko tyle świeczki, aby sięgnąć do kolejnej kreski, oznaczającej kolejny dzień tygodnia.

Duńskie serca na choinkę – zróbcie i Wy!

A gdy nadchodzą Święta, to na żadnej duńskiej (i norweskiej) choince nie może zabraknąć julehjerte. Każda rodzina zajmuje się ich wyrobem, może sami je kiedyś robiliście? Ich wykonanie nie jest skomplikowane, a na choince prezentują się świetnie, polecamy powiesić je obok naszych polskich „pawich oczek”:

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Julehjerter.jpg

A tutaj macie link do tutorialu jak zrobić duńskie serduszka:

https://www.youtube.com/watch?v=o5Jc0fXBJac

Duńskie smaki wigilijne. Det smae (k) eger godt?

Duńskie potrawy wigilijne raczej nas nie zachwycą, tak jak zapewne mało który Duńczyk odważyłby się spróbować nasz kompot z suszu, czy groch z kapustą. Wigilijna wieczerza musi być tradycyjna, a na stole pojawiają się typowe duńskie potrawy: Flæskesteg med rødkål (wieprzowina z dużą ilością tłuszczu i ze skórą, podawana z karmelizowanymi ziemniakami i modrą kapustą), pieczona kaczka oraz Risalamande (ryż polewany sosem z kawałkami wiśni).

Ryżowy pudding (Risalamande) może nie jest szczególnie smaczny, ale za to wiąże się z nim kolejna wigilijna zabawa: każdy w swojej porcji szuka migdału, w całym ryżu jest tylko jeden . Kto znajdzie migdał, ten wygrywa prezent 🙂

Przepis na przepyszne duńskie pączki

Za to po prostu przepyszne są aebleskiver – lekkie pączuszki. Są delikatne, mięciutkie, po prostu palce lizać! Niestety do ich wykonania w tradycyjnej formie potrzebna jest patelnia z  otworami, bo pączki te smaży się właśnie w ten sposób (patelnię można kupić również w Polsce, wystarczy wygooglować „patelnia aebleskiver”). Ale kto powiedział, że nie można zrobić placuszków aebleskiver? Wylejcie przygotowaną masę na zwykłą patelnię w formie kilku placuszków, jestem pewna, że też będzie palce lizać (chociaż muszę przyznać, że sama jeszcze nigdy nie robiłam – Paweł zawsze przywozi nam na Święta aebleskiver prosto z Danii).

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Aebleskiver.jpg

Podaję przepis:

Składniki (na trzydzieści cztery pączuszki aebleskiver):

  • 35 łyżek mąki (w oryginale podają 0,5 l mąki)
  • 2 łyżeczki cukru
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka kardamonu
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 0,25 łyżeczki sody oczyszczonej
  • wanilia
  • starta skórka z połowy cytryny
  • 3 jajka
  • 0,5 litra maślanki
  • 3 łyżki oleju słonecznikowego

Zmieszaj w misce mąkę razem z cukrem, solą, kardamonem, sodą oczyszczoną, proszkiem do pieczenia, wanilią i drobno startą skórką z cytryny. Oddziel białka od żółtek. Wymieszaj  żółtka, maślankę i olej, a następnie dodaj do suchych, wcześniej zmieszanych składników. Wyrób mikserem na gładką masę. Całość odłóż na godzinę do lodówki. Ubij białka na sztywną pianę i delikatnie połącz z ciastem. Rozgrzej patelnię, natłuść i usmaż. Aebleskiver podawaj z cukrem pudrem i dżemem.

Smacznego! Velbekomme!

Posłuchajcie królowej!

A po świętach? Oczywiście Sylwester i orędzie noworoczne Dronning Margrethe, duńskiej królowej. O północy każdy Duńczyk z uwagą słucha refleksji swojej ukochanej, mądrej władczyni. Mówię to bez cienia ironii, Duńczycy mają szczęście do swojej zwykłej-niezwykłej królowej.

https://www.flickr.com/photos/vardekommune/29220608175

To tyle z duńskich świąt  Bożego Narodzenia. Może wprowadzicie niektóre z opisanych tu tradycji do swoich domów? Dobrych Świąt dla wszystkich.

God Jul!

 

*Julekalender – skąd ta nazwa? W Danii Święta Bożego Narodzenia mają króciutką nazwę: Jul. Co ciekawe jest to słowo staronordyckie, pochodzące sprzed czasów chrześcijańskich, a więc niezwiązane z narodzinami Pana Jezusa. Jul był czasem przesilenia zimowego, świętem pogańskim. Po wprowadzeniu chrześcijaństwa na teren Skandynawii, ustanowiono święta Bożego Narodzenia w czasie w którym obchodzono Jul, tak aby je osłabić i szybciej wyprzeć ze świadomości tamtejszej ludności. Ale nazwa jak widać przetrwała setki lat, do dziś przypominając o pogańskich korzeniach Skandynawów.

 

Beskidy mojego dzieciństwa dla Was: Sucha Polana, Kudłacze i Obserwatorium Astronomiczne na Lubomirze

Dzisiaj kilka pomysłów na jedniodniowe wypady z Krakowa, naszym celem jest pogranicze Beskidu Makowskiego oraz Wyspowego, teren pomiędzy Myślenicami a Wiśniową.

Uwaga! Zbliżamy się do celu podróży! Wokół nas łąki i zalesione szczyty. Horyzont zamyka ONA:  tajemnicza, wznosząca się wysoko nad nami, gęsto zalesiona przełęcz. Takie migawki pamiętam z dzieciństwa, z czasów kiedy przyjeżdżałam w odwiedziny do babci, do położonej na końcu asfaltowej drogi/końcu cywilizowanego świata, wsi Poręba. Nad nami wznosiła się przełęcz, Sucha Polana.

Sucha Polana pozostała w moim sercu do dzisiaj, a Was chciałabym zaprosić do odkrycia jej dla siebie.  Godzina samochodem od Krakowa i już jesteście na szlaku prowadzącym do niej.

W zimie można tu rozpalić ognisko i schronić się przed deszczem pod dużym, zadaszonym miejscem piknikowym, wiosną szukać krokusów, a latem rozbić namiot i po prostu leżeć, podziwiając niezanieczyszczony sztucznym światłem, rozgwieżdżony do granic możliwości nieboskłon.

Na Suchą Polanę najszybciej dostaniecie się idąc od strony Lipnika albo podjeżdżając do schroniska PTTK na Kudłaczach od strony Pcimia.

Godzinę drogi od Suchej Polany znajdziecie bardzo przytulne, malutkie schronisko na Kudłaczach. Rodziny z dziećmi mogą dojść tam króciutką trasą z Działku nad Porębą, samochód zostawiamy przy wejściu na szlak, trasa półgodzinna (z dziećmi około godziny).

Schronisko na Kudłaczach –  robią tam fajne slajdowiska i koncerty muzyki górskiej; za schroniskiem świetny punkt widokowy na Tatry i Babią Górę,  link do strony chatki tutaj.

Przed schroniskiem na Kudłaczach

Wycieczkę na Suchą Polanę możecie również uzupełnić odwiedzinami grobów partyzanckich na pobliskiej Łysinie, która stanowiła bazę lokalnych oddziałów AK (na Suchej Polanie odprawiali oni msze polowe!), lub zwiedzaniem obserwatorium astronomicznego na odległym o godzinę drogi Lubomirze, najwyższym szczycie Beskidy Makowskiego.

Pamiętam z dzieciństwa ruiny zburzonego przez Niemców obserwatorium: kilka kamieni i piwniczka… Ale w 2007 roku stała się rzecz niesłychana: po sześciedzięciu latach udało się je odbudować! Dzisiaj można je zwiedzać oraz uczestniczyć w pokazach. Popatrzcie jak się zmieniło:

Tak było przed 2007 rokiem, z obserwatorium po wojnie zostało dosłownie tyle…

… ale od 2007 roku to samo miejsce wygląda tak!

Niesamowite, prawda? Zainteresowanych zapraszam do odwiedzenia strony obserwatorium tutaj , najbliższa możliwość obserwacji nieba niestety chyba dopiero na wiosnę, natomiast w zimie warto zabrać dzieci na zwiedzanie obserwatorium i wykład połączony z pokazem zdjęć wykonanych lubomirskim teleskopem.

Wózkami na Lubomir – nie próbujcie tego powtarzać, to była trasa szaleńców… Na tym zdjęciu jeszcze droga w porządku, ale później kamienie ogromne i ostro pod górę 😉

No i jak? Kiedy ruszacie na szlak? 🙂

Sardyński dreszczowiec, czyli o lekceważeniu śródziemnomorskich „górek” słów kilka

Już wrzesień, lato się kończy, ale  wiecie, że to tak naprawdę najlepszy czas na podróże do większości śródziemnomorskich destynacji? Upały się już skończyły, temperatura oscyluje wokół 20-25 stopni, więc w końcu można spokojnie zacząć zwiedzać i chodzić po górach. Dzisiaj chcemy Wam polecić wypad na drugą co do wielkości włoską wyspę – Sardynię:

Sardynia to jeden z typowych celów turystycznych Europejczyków: ciepło, śródziemnomorsko, blisko (2-3 godziny lotu z większości krajów naszego kontynentu) i można się tam dostać za przysłowiowy grosik (tanie linie lotnicze).

Ta wyspa, w odróżnieniu od innych typowych turystycznych destynacji, nadal daje wiele okazji do poznania codziennego życia jej mieszkańców: wystarczy wsiąść w autobus ( złapać stopa ;))  i udać się w głąb sardyńskiego lądu, aby odnaleźć jej przedturystyczne oblicze: zapyziałe miasteczka przylepione do górskich stoków, staruszkowie na przyzbach i stada kóz.

Sardynię warto również odwiedzić ze względu na baaardzo specyficzny i unikatowy na skalę światową śpiew polifoniczny, wykonywany przez tutejsze grupy śpiewacze (wpisany jest na listę dziedzictwa UNESCO). Jeden z solistów prowadzi główną melodię, a pozostali wtórują mu naśladując kozy i barany 😐 😀 Poniżej macie link do nagrania zespołu Tenore Supramonte Orgosolo, realizowanego w górach i jaskiniach Sardynii:

Tyle tytułem wstępu, ale w tym wpisie chcieliśmy Wam nie tylko przybliżyć uroki Sardynii, ale również ostrzec przed lekceważeniem jej górskiego interioru. My niestety jesteśmy świetnym przykładem jak NIE należy chodzić po górach Sardynii…

A było to tak: dojechaliśmy do Olieny, górskiego miasteczka wiszącego na zboczu jednej z gór pasma Supramonte

Przed wyruszeniem w góry, zaopatrzyliśmy się w mapę z oznaczonymi szlakami turystycznymi. Chcieliśmy przejść z Olieny do znajdujących się po przeciwnej stronie masywu górskiego jaskiń Monte Tiscali. Ponieważ znakowanego szlaku w pożądanym przez nas kierunku nie odnaleźliśmy, spojrzeliśmy na trasy OpenStreetMaps. No i tam (niestety!) zobaczyliśmy, że ktoś wyznaczył i przeszedł dokładnie tę trasę, którą chcieliśmy zrealizować. Na początku było świetnie: tylko górska przyroda i my: wyschnięte kaniony, masywne ściany skalne i ani jednego turysty.

Ale w pewnym momencie ścieżka…zanikła.

Nie chcieliśmy wracać, a na OpenStreetMaps zobaczliśmy, że trasa trawersuje pobliskie zbocze i schodzi nim na zielony płaskowyż. Wydawało się, że godzina, góra dwie i będziemy na dole. Niestety: ścieżka okazała się sypka i wąska: z jednej strony przepaść, a z drugiej pionowa ściana. Nasze załadowane górskie plecaki nie pomagały w utrzymaniu równowagi. Krok za krokiem, po około czterech godzinach udało nam się zejść na płaskowyż – poniżej widok z płaskowyżu na naszą trasę:

Tam przenocowaliśmy. Rano mieliśmy ze sobą już tylko 0,5 litra wody, ale nie przejmowaliśmy się tym, bo przecież „zeszliśmy z gór”, rzut beretem przechodzi znakowany szlak turystyczny, a według mapy całej trasy do drogi publicznej zostały nam jakieś dwie godziny. NIC bardziej mylnego moi drodzy 🙁 Zapomnieliśmy, jak słabo oznaczone potrafią być szlaki na południu Europy. W końcu znaleźliśmy ścieżkę (!)

i szlak – na zdjęciu widać dlaczego łatwo było go przeoczyć:

My na pierwsze z oznaczeń natrafiliśmy po dwóch godzinach błądzenia, choć miało nam to zająć około 15 minut… Mimo września, słońce nadal mocno prażyło, a nam skończył się zapas wody. Zasięgu telefonicznego nadal brak.  Po tym, jak znaleźliśmy pierwszy znak szlaku na kamieniu też nie było łatwo – szukanie kolejnych oznaczeń było zadaniem karkołomnym, a ścieżek wydeptanych przez pasące się stada kóz było przynajmniej kilkanaście. Każda z nich mogła być naszym szlakiem. Tak więc kolejne kilka godzin spędziliśmy błądząc po dzikim oliwkowym lesie, napotykając kozy, ale ani jednego człowieka:

W końcu, wycieńczeni, dotarliśmy jakimś cudem do jezdnej drogi: w pyle zobaczyliśmy odciśnięte ślady opon samochodowych. Byliśmy uratowani!

Udało nam się, ale mogło być różnie. Mieliśmy mapę, kompas i świetny zmysł orientacyjny Pawła, a mimo tego trasa okazała się niebezpieczna. Tak to w górach bywa, więc to co możemy Wam (i sobie) na przyszłe wędrówki po górskich bezdrożach doradzić to:

…NIEZBĘDNIK GÓRSKIEJ WYCIECZKI NA POŁUDNIU EUROPY….

Wybierając się na górską wycieczkę do jednego z  krajów południowej Europy pamiętajcie, że:

  • Z dużym prawdopodobieństwem traficie na bardzo słabe oznaczenia szlaków: niezwykle skąpe i słabo widoczne, a ich stan rzadko kontrolowany.
  • Wasza wycieczka może się przedłużyć: bierzcie dwukrotnie większy zapas wody niż potrzebujecie. Wody mieliśmy tylko i dokładnie tyle ile trzeba na kilkugodzinną wycieczkę, a okazało się, że w górach Sardynii przyszło nam spędzić prawie dwa pełne dni.
  • Na południu Europy po upalnym lecie, po górskich strumieniach pozostaje jedynie piach i kamienie – nie ma możliwości uzupełnienia zapasów na miejscu, mimo zaznaczonych strumieni na mapie!
  • Zapomnijcie o zasięgu komórkowym – pomocy nie wezwiecie; warto więc zaopatrzyć się w race/flary alarmowe: wiele nie ważą ani nie kosztują, a mogą uratować Wam życie.

………………………………………………………………………………………………………………

A Wy co byście dodali do tej listy? Jesteśmy pewni, że macie swoje własne, cenne doświadczenia. Koniecznie napiszcie Wasze porady w komentarzach, dzięki!

 

 

 

 

 

Kirgizi i my, czyli spożywanie w Kirgistanie

 

Pewnego razu w Kirgistanie … było wielkie ucztowanie

Kymyz lał się strumieniami

Stoły pod mantami i lepioszkami się uginały

W każdej wiosce ugoszczeni, w opowieści zasłuchani…

Ehh, to był piękny czas i to już równe dziesięć lat temu! I wiecie co, nic by z tych wieczornych biesiad nie było, gdybyśmy byli np. Francuzami, czy Amerykanami, bo byśmy się po prostu niedogadali!  Naprawdę dobrze być Polakiem – dzięki bliskości polskiego i rosyjskiego mogliśmy wejść w świat niedostępny dla ludzi „z zachodu”. Na pewno pomagał również fakt pochodzenia z byłego bloku komunistycznego – to coś co łączyło, przybliżało duchowo Kirgizom odległą o pięć tysięcy kilometrów Polskę. Nie czekajcie więc dłużej i odwiedźcie ten gościnny kraj, warto!

Na ciążę Ci kajak?!

 

Lamy spodziewają się potomka 🙂 Pomimo moich trudności z poruszaniem (to już ósmy miesiąc!) nie mogliśmy sobie i Tomkowi odmówić wakacji. Miało być spokojnie i bez szaleństw: przyjeziorna plaża na której Tomek robi babki z piasku, a ja co najwyżej dostojnie unoszę się na materacu. No ale okazało się, że mimo najlepszych chęci, siedzenia na plaży nie wytrzymują moje obciążone dodatkowym balastem plecy i biodra. Spacery po lesie odpadły z tego samego powodu. Wygodnie było mi tylko na krześle 🙁 Aż tu nagle do głowy wpadł mi szalony pomysł, ostatnia deska ratunku: KAJAK. Pełna obaw wsiadłam i zaczęłam wiosłować. Dziesięć minut, godzina, dwie godziny … a mi cały czas wygodnie i zero bólu. Dzień po tym wyczynie czułam się rześko i wyśmienicie, więc znowu wsiedliśmy w kajak. Gdybym potrafiła, napisałabym jakąś „Odę do Kajaka”, ale powiem krótko: Kajaku, dziękuję! Uratowałeś nasze wakacje!

Poniżej kilka zdjęć z kajakowych wędrówek po Pojezierzu Brodnickim. Było dziko i cudownie: gniazda z młodymi łabądkami, perkozy, nenufarowe Morza Sargassowe, a nawet… mapa skarbów znaleziona w butelce 🙂 A wszystko to dzięki kajakowi <3

Dlaczego płoną kościoły w Chile? Odpowiedzi bezpośrednio od Chilijczyków

Niezrozumiała sytuacja

W Chile kościoły płoną od dawna. Raz na rok, dwa lata, ale regularnie. Ten kraj to w  większości katolicy i protestanci, znikomą część stanowią muzułmanie. Co więcej, Chilijczycy to naród bardzo spokojny i ułożony, zupełnie niewpisujący się stereotyp „latynoskiego temperamentu”. Liczba morderstw, kradzieży jest w tym kraju najniższa w całej Ameryce Południowej. PKB wysokie, przeciętnemu zjadaczowi chleba żyje się całkiem nieźle. Dlaczego więc w Chile płoną kościoły? Co jest przyczyną tego zjawiska? Czy są nimi ostatnio nagłośnione przestępstwa na tle seksualnym katolickich księży? Sięgnęliśmy do prasy, porozmawialiśmy ze znajomymi Chilijczykami i jakiejś odpowiedzi możemy już udzielić. Zachęcam do czytania wszystkich tych, którzy tak jak my dzięki podróżom starają się zrozumieć otaczający nas świat.


Źródło:  Javier SanchoFlickr.com

Skąd te podpalenia?

Pewnie pamiętacie, jak w styczniu papież Franciszek odwiedził Chile, mówiły o tym wydarzeniu również polskie media.  Głośno wtedy było o skandalach seksualnych wśród tamtejszych księży katolickich i ukrywaniu ich przez przełożonych. Jednocześnie z przyjazdem papieża zbiegły się liczne podpalenia katolickich świątyń. Czyżby więc powodem podpaleń były przestępstwa seksualne księży? W polskich mediach trudno znaleźć odpowiedź więc sprawdziliśmy u źródła, w chilijskich serwisach. Tam jednak również nie znaleźliśmy jednoznacznego wyjaśnienia. Dlatego o odpowiedź zapytaliśmy naszych znajomych Chilijczyków. Od razu zaprzeczyli naszej teorii powiązania podpaleń z aktami pedofilii:

„Podpalenia kościołów w naszym kraju są związane z walką o ziemię pomiędzy Mapuchami* (i innymi ludami rdzennymi Chile), a państwem. Zwróć uwagę, że oni nie tylko podpalają kościoły, ale również prywatne budynki, domy tych, którzy odebrali im ziemię sto, dwieście lat temu”.

Mapuche walczą więc o odzyskanie swoich ziem, dostępu do wody i godnego życia, które im wtedy odebrano. Są dużo silniejsi i bardziej zdeterminowani do walki niż ludy rdzenne Ameryki Północnej, bo kolonizacja ich terenów nastąpiła tutaj dużo później, dopiero pod koniec XIX wieku. Do tego czasu Mapuche tworzyli państwo, zajmujące obszar wielkości jednej trzeciej  obecnego terytorium Chile, skutecznie odpierając ataki konkwistadorów. Mapuche są tak naprawdę ostatnią silną grupą ludności rdzennej obu Ameryk, która jest w stanie walczyć o naprawienie dokonanych przez białych krzywd.

Zemsta za wydarzenia sprzed stu lat?

No dobrze, zapytałam, ale dlaczego płoną nie tylko domy osadników, ale również kościoły? Znajoma odpowiedziała:

„Moim zdaniem, chociaż nie mówi się tego otwarcie, przyczyną podpaleń jest głęboko ukryty żal i gniew Mapuchy do Kościoła chrześcijańskiego za współuczestniczenie i wspomaganie państwa chilijskiego w kolonizacji ich kraju w XIX wieku. Wielki gniew i chęć zemsty za siłowe narzucanie chrześcijańskiej wiary i brak sprzeciwu wobec odbierania ziem Mapuchom i nadawania jej europejskim osadnikom”.

Mapuche do dzisiaj dobrze pamiętają, co jest przyczyną ich obecnej, złej sytuacji ekonomicznej oraz utraty kulturowej tożsamości. I obwiniają za nią nie tylko państwo chilijskie, które najechało ich ziemie, ale również kościół, który pomagał w kolonizacji.

Odpowiadając na pytanie artykułu, Dlaczego płoną chilijskie kościoły?, można  więc powiedzieć, że podpalenia nie są bezpośrednio związane ze skandalami wykorzystywania nieletnich przez księży katolickich, natomiast z pewnością wydarzenia te mogły dodatkowo zachwiać pozycją i szacunkiem dla Kościoła w Chile. Akty pedofilii mogły dać Mapuchom moralne przyzwolenie na podpalanie katolickich świątyń.

Ignorowanie problemu prowadzi do przemocy

 

Zjawisko podpaleń nieprzypadkowo nasiliło się przed planowaną wizytą papieża Franciszka w tym kraju. Po tym wyraźnie widać, że Mapuche chcieli dotrzeć do międzynarodowych mediów ze swoim przekazem. Pytanie, które narzuca się w momencie przeczytania takiej wiadomości, brzmi: dlaczego ta grupa etniczna posuwa się do aż tak agresywnych działań? Co spowodowało, że zdecydowali się sięgnąć po tak drastyczne środki? Desperacja, brak reprezentacji ich praw w parlamencie chilijskim i brak szans na zmianę tej sytuacji doprowadziła do frustracji i podejmowaniu działań agresywnych – wynika z rozmów z naszymi znajomymi.

Franciszek podczas swojej wizyty w tym kraju z jednej strony podkreślał, że konflikty nie mogą być rozwiązywane za pomocą przemocy, że takie podejście powoduje natychmiastowe obwinienie atakującego i odbiera mu prawo do prezentowania swoich racji. Z drugiej strony jednak wsparł walkę Mapuchy z państwem chilijskim, przypominając, że traktaty i umowy zawierane między stronami były wielokrotnie łamane przez stronę państwa chilijskiego, co odebrało nadzieję na pozytywne dla nich rozwiązanie kwestii przy pomocy dostępnych, legalnych środków prawa.

Zainteresowała Cię sprawa Mapuchy? Zachęcamy do przeczytania naszego  artykułu o historii ludu Mapuche oraz  artykułu o segregacji klasowej i rasizmie w Chile i w całej Ameryce Południowej.

*Nie będę w tym tekście używać obraźliwego zwrotu „Indianie Mapuche”, stosowanego przez rząd chilijski; nie wiedzieć czemu pomyłka Kolumba zakorzeniła się w międzynarodowej świadomości, co powoduje, że rdzennych mieszkańców obu Ameryk uporczywie nazywa się Indianami. Mapuche, z którymi mieliśmy przyjemność rozmawiać, czują się urażeni tym określeniem.

………………..

Na koniec, dla zainteresowanych,  jeszcze sprawa skandalów seksualnych w Chile. Kwestia ta od kilku ostatnich lat wstrząsa raz po raz chilijskim społeczeństwem. Sprawa nabrała rozpędu jakieś pięć lat temu, kiedy to Thomas Hamilton, szanowany (biały) obywatel, na dodatek lekarz, przerwał zmowę milczenia i opowiedział mediom o swoich doświadczeniach z seminarium. Przed tym wywiadem, kwestia przypadków pedofilii w Kościele była lekceważona, mało kto mówił o tych wydarzeniach otwarcie. Ale po relacji Hamiltona wszystko się zmieniło: do mediów zaczęły zgłaszać się setki pokrzywdzonych. Długi czas papież nie chciał wierzyć tym zarzutom, jednak po styczniowej wizycie w Chile zlecił zbadanie sprawy wysłannikom z Watykanu, którzy potwierdzili najgorsze przypuszczenia. Skutkiem była odważna, ale bardzo potrzeba decyzja: rezygnacja ze stanowisk wszystkich biskupów tego kraju. Nieprzypadkowo nastąpiła ona podczas ich wizyty w Watykanie, na którą zostali wezwani przez papieża.

……………………………..

 

Questing – pomysłowy sposób na udane popołudnie (uwaga: przygoda w mieście!)

Dzisiaj chcemy podzielić się z Wami nowo odkrytym sposobem na niekonwencjonalne zwiedzanie. Sprawdziliśmy na własnej skórze i gorąco polecamy! Jeżeli jeszcze nie jesteście fanami questingu, to tylko dlatego, że jeszcze go nie poznaliście 😉

Kiedy jedziemy gdzieś daleko, na drugi koniec świata, o niezwykłe doznania nietrudno. Ameryka Południowa, Azja, Afryka – wystarczy zejść z pokładu samolotu, żeby poczuć dreszczyk adrenaliny i zachłysnąć się innością kultury, krajobrazu, ludzi. Ale wiecie co? Niezwykłe miejsca są wszędzie, czają się w zakamarkach mijanych w drodze do pracy kamienic, spoczywają od stuleci kilka metrów pod ulicą, którą mkniemy przez miasto.

Nie jest to jakaś wielce odkrywcza myśl, ale za to wielce odkrywczym i pomysłowym sposobem na poznawanie naszej okolicy jest to, co skłoniło mnie do tych rozmyślań, czyli … questing 🙂

Questing to tak naprawdę … podchody. Tyle, że w bardziej profesjonalnym wydaniu. Ze strony questy.com.pl, podchody.pl, questing.pl (strona od dwóch dni nie działa niestety, więc link do jej kopii), albo pokrewnej wybierasz trasę, którą chcesz przejść. W całej Polsce jest ich już kilkaset:

Trasy można filtrować nie tylko pod kątem geograficznego rozmieszczenia, ale także zawartości (historyczna, naturalna, kulturalna) i środka transportu, którym się przemieszczamy (trasy piesze, rowerowe, samochodowe, a nawet … kajakowe!)

Ściągasz na telefon wskazówki i … możesz zaczynać! Trasy wiodą poza szlakami turystycznymi, nieoznakowanymi ścieżkami (a w przypadku miast ulicami), więc możesz poczuć się jak odkrywca, a nie jak tysięczny turysta przemierzający dany szlak :O 😉 Po drodze masz do rozwiązania masę zagadek. Gdy zgromadzisz komplet odpowiedzi wpisujesz je w krzyżówkę i otrzymujesz swoją nagrodę – hasło. Nie wiem czy tak jest na wszystkich trasach, ale na naszej na końcu czekała na nas również ukryta skrzyneczka z piękną pieczęcią do wbicia jako dowód przejścia całej trasy 🙂

Dodam, że za uczestniczenie w questingu/pobranie opisów tras nie trzeba nic płacić J W Krakowie tras jest kilkanaście (Szlakiem Zbrodni, Znajdź Szczęście na Kazimierzu itd.), a w jego okolicach również kilka, np.: „Lanckorońskie Anioły”, czy „Od La Verny do Alwerni”.

A to już sprawdzona przez nas trasa „Z Bronowic Małych do Mydlnik”:

Na trasę zabrałam mojego Pawła z okazji urodzin, cieszył się jak dziecko 😀 Trasa była po prostu świetna! Częściowo prowadziła przez obszar starych Bronowic, a częściowo przez łąki i pola z panoramą na caaały Lasek Wolski, wraz z kopcem Piłsudskiego. Dodam, że wcześniej, jak to Krakusy, byliśmy już na spacerze w tych okolicach, ale questing pozwolił nam na dotarcie do miejsc położonych poza wyznaczonym szlakiem, ukrytych perełek, których sami nigdy byśmy nie znaleźli/patrzyli i nie domyślali się, jaką niesamowitą historię skrywają. Ot na przykład ukryty w krzakach przy ulicy Tetmajera potok z dłuugim, pięknie zdobionym zabytkowym mostem i kolumnadą, prowadzącą na szczyt wzniesienia:

Albo przytulona do brzydkiego budynku z lat 70. Piękna drewniana chata z 1910 roku. Albo autentyczny średniowieczny pręgierz z krakowskiego rynku, zamieniony w kapliczkę, a umiejscowiony za płotem, na prywatnej posesji :O

To co, gotowi na questing? Kanapki w plecak i ruszamy ku przygodzie, półgodziny od domu, po pracy! 🙂 🙂 🙂

Pomysły na jednodniowe wypady z Krakowa: Beskid Mały

Beskid Mały to miejsce wymarzone na krótkie, weekendowe wypady z dziećmi. Mocno zalesiony, poprzeplatany jest jednak licznymi widokowymi polanami i łąkami. Znajdziemy tu sporo krótkich, niewymagających tras. No i właśnie w tym tekście chcielibyśmy Wam polecić kilka z nich. Zapraszamy do wspólnych wędrówek, szczególnie teraz, gdy wszędzie już zielono, a upały jeszcze nie dokuczają!

Zamczysko (Pasmo Łysicy)

W ubiegły weekend jeżdżąc palcem po mapie Beskidu Małego natrafiliśmy na zespół skalny Zamczysko, w paśmie Łysicy.  Po dotarciu na miejsce byliśmy zaskoczeni: prawdziwy kanion skalny, ze ścianami wysokimi na kilkanaście metrów!  A wszystko pięknie omszałe, zapajęczynione i pełne tajemniczych szczelin. Nasz syn był zachwycony: biegał z latarką i zaglądał w każdą z nich 🙂 Kilka zdjęć poniżej, mamy nadzieję, że odwiedzicie to miejsce już niedługo:

My dojechaliśmy samochodem do Kocierza Rychwałdzkiego i po godzinie wędrówki zielonym szlakiem dotarliśmy do Zamczyska.

Gibasówka (Pasmo Łamanej Skały)

Kolejna propozycja leży bardzo niedaleko, w grzbiecie Łamanej Skały. Zobaczcie efekty pracy bobrów (a może i je same?), a później zachłyśnijcie się rozległymi widokami 360  stopni z grzbietu Gibasówki:

Leskowiec

Król Beskidu Małego, pozycja obowiązkowa. Nie tylko ze względu na widoki ze szczytu (Babia Góra, Tatry), ale również specjały schroniskowej kuchni … 😉

Chatka pod Potrójną                              (Pasmo Łamanej Skały)

A tu zimowa wycieczka do niezwykle klimatycznej, zagubionej i zapyziałej (;)) Chatki pod Potrójną:

Piszcie śmiało jeżeli macie jakieś pytania, chcielibyście poznać szczegóły tras. Uściski!