Sanktuarium pingwinów na Isla Cachagua

Od kiedy przyjechaliśmy do Chile wiedzieliśmy, że chcemy je zobaczyć. Nie gdzieś w zoo, oddzielone szybą i ogrodzeniem, ale w naturalnym środowisku. Zabawnie człapiące na swoich dwóch nogo-płetwach PINGWINY.

I powiem Wam, że gdyby nie moja mama, to marzenie to pozostałoby niespełnione. A było to tak: w przewodniku wyczytaliśmy, że kilkadziesiat kilometrów na północ od Valparaiso znajduje się jedno z  najlepiej dostępnych skupisk pingwinów Humbolta i Magellana, Isla Cachagua.

Wyspa ta położona jest jedynie kilkanaście metrów od wybrzeża, a więc pingwiny może zobaczyć gołym okiem każdy przeciętny zjadacz chleba. Okazja to niesłychana, bo ceny rejsów wycieczkowych w Chile są dla nas zaporowo wysokie.

Szczęśliwy dotarliśmy do miejscowości Cachagua i szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę wybrzeża. Wyspa jest, pingwinów… NIE MA 🙁

zoom:

 

Nie zrażeni postanowiliśmy przejść się wybrzeżem, cały czas obserwując wyspę. Po dwóch godzinach marszu daliśmy spokój i postanowiliśmy wracać do domu, tym bardziej że moja zwichnięta kilka dni wcześniej kostka dawała o sobie znać. Moja mama od niechcenia wzięła jeszcze raz do ręki lornetkę i po raz setny przeczesała spojrzeniem wyspę:

…gdy nagle padły słowa na które tak długo czekaliśmy: „Pingwiny! Są!”. Zaczęliśmy wyrywać sobie lornetkę, no i rzeczywiście!

Żebyście widzieli nasz bieg! Podczas spaceru wzdłuż wybrzeża zdążyliśmy sporo oddalić się od wyspy, a chcieliśmy oczywiście pingwiny zobaczyć z jak najmniejszej odległości. Paweł z Tomkiem na barana przodem, za nim mama z lornetką w dłoni, a na końcu ja kuśtykając na obolałej nodze, a wszyscy sapiący i krzyczący „Pingwiny!”. Ludzie na plaży mieli ubaw 😀

Oto co zobaczyliśmy gdy dotarliśmy w pobliże wyspy:

Nakręciliśmy też mały filmik:

Na tle białej od ptasiego guano wyspie  czarne sylwetki pingwinów odcinały się wprost znakomicie 🙂  A wiecie jaka była moja pierwsza myśl, gdy je zobaczyłam? Że wyglądają strasznie śmiesznie gdy chodzą po lądzie, zupełnie jak  kuracjusze w Busko Zdroju, którzy postanowili zrobić sobie małą przechadzkę po obiedzie 😉

……………..

Tutaj gdzie mieszkamy, w środkowym Chile, można zaobserwować  maleńkie pingwiny Humbolta i Magellana, ale na końcowych krańcach kraju, przy Przylądku Horn, żyją również większe pingwiny maskowe oraz białobrewe:

Na świecie zostało już tylko kilkadziesiąt tysięcy pingwinów Humbolta, co czyni je najbardziej zagrożonym gatunkiem pingwina. Do tej sytuacji przyczyniają się zarówno rybołóstwo na skalę przemysłową, zmiany klimatyczne, jak i zagrożenie ze strony inwazyjnych gatunków. Dobrym przykładem jest wybudowanie przez ludzi betonowego molo dla jachtów, który połączył jedno z najważniejszych siedlisk pingwinów Humbolta z lądem. W ten sposób na wyspę przedostały się szczury, które wyjadają jaja pingwinów.

………….

Oprócz pingwinów, Cachaguę warto odwiedzić ze względu na przepiękną, mi osobiście przypominającą okolice norweskiego Nordkappu, ścieżkę nadoceanicznymi skałami z mini fiordami:

Podczas wędrówki wybrzeżem oprócz pingwinów oglądaliśmy również inne ptaki. Na filmie udało się nam uchwycić nurkującego pośród wzburzonych fal (najprawdopodobniej) kormorana peruwiańskiego, filmik tutaj.

Mamy nadzieję, że poczuliście choć trochę pingwiniej, oceanicznej atmosfery. Następny tekst, tym razem o osobliwościach podróży chilijskim transportem publicznym  już w tym tygodniu, zapraszamy do obserwowania naszego profilu na Fb, żeby być na bieżąco 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.