Lamy, Andy i dziecko, czyli dlaczego na naszą podróż wybraliśmy właśnie Chile?

W naszą trzymiesięczną podróż chcieliśmy wyruszyć jak najdalej, w miejsce w które nie dotarlibyśmy jadąc na zwykły, dwutygodniowy urlop, w którym to przypadku po prostu szkoda nam byłoby wydać  kilka tysięcy złotych na lot. Padło na Amerykę Południową, jako egzotyczną, mało znaną w naszym kraju i mało „zglobalizowaną”. Szukając już konkretnego miejsca, w którym chcielibyśmy zamieszkać, pierwszym i najważniejszym kryterium było bezpieczeństwo naszego dziecka.

W związku z tym od razu odpadła mająca „złą prasę” Brazylia, Wenezuela, Boliwia i Ekwador. Peru z kolei wykluczyliśmy, bo oblegane przez dzikie tabuny turystów (:O), na czele z Machu Picchu i wąwozem Colca. Początkowo wybór padł więc na Argentynę, bo tango, bo kraj wysoko rozwinięty, bo nie słyszy się w telewizji o rozbojach w biały dzień. Jednak po zapoznaniu się ze stroną Ministerstwa Spraw Zagranicznych Stanów Zjednoczonych ochota na odwiedzenie tego kraju nam zupełnie odeszła – wg tego źródła porwania przy wypłacaniu pieniędzy z bankomatów to normalka, a nawet w górach zdarzają się porwania turystów. Z dzieckiem w podroży w takim miejscu? No raczej nie za bardzo…:/

W końcu palcem po mapie trafiliśmy na tajemnicze, rzadko opisywane w przewodnikach Chile… Wiecie, dla Polaka to takie miejsce, gdzie lamy mówią dobranoc 😉 Okazało się, że jest to kraj bardzo bezpieczny, w którym kradzieże i napady zdarzają się rzadziej niż w Polsce. Kraj z czterema tysiącami kilometrów Andów w swoich granicach i pustynią Atacama :O

Decyzja zapadła: jedziemy!

 

czyli opowieści z Chile