Biegówki na weekend: Beskid Wyspowy i kolebka polskiego narciastwa biegowego

Miejsce wycieczki: Zalesie koło Limanowej, Beskid Wyspowy.
Trasy biegowe: mała pętla wokół Zalesia (5 km) i duża wokół Mogielicy (25 km).

W końcu się udało – pierwszy raz tej zimy udało nam się pojeździć na biegówkach. Paweł jakimś wielkim fanem tego sportu nie jest, bo to dla niego sport zbyt monotonny. On woli adrenalinę i żeby się dużo działo: jak narty to zjazdowe najtrudniejszą trasą, jak góry to koniecznie przepaściste, o ostrych szczytach, a jak wycieczka to przynajmniej pięć różnych punktów na trasie.

Mnie z kolei od razu spodobała się w biegówkach ta  nielubiana przez Pawła monotonnia  😉 Ten sport to  bardzo ograniczona adrenalina, za to możliwość dokładnego przyglądania się otoczeniu. I o to właśnie chodzi, to lubię! Noga za nogą, powoli, wytrwale – do przodu. Biegówki pozwalają na totalne wyłączenie się, wyciszenie i relaks. Tak samo jak robótki ręczne, łowienie ryb czy kajakarstwo.

Na biegówki wybraliśmy się do Zalesia koło Tymbarku. Dlaczego właśnie to miejsce? Wygooglowałam po prostu „biegówki Beskid Wyspowy”, bo chciałam, żeby było blisko Krakowa. No i od razu spotkało nas miłe zaskoczenie:

Sprzęt biegówkowy w Zalesiu pożyczymy zupełnie za darmo!

Nie wierzyliśmy, ale pojechaliśmy sprawdzić. No i rzeczywiście: sprzęt i dobrze przygotowane trasy zupełnie za darmo! Gminy Limanowa, Dobra i Kamienica postanowiły promować rozwój turystyki w regionie właśnie w ten sposób.

Na miejscu okazało się, że trafiliśmy do miejsca niezwykle istotnego dla rozwoju narciarstwa biegowego w Polsce. Otóż w latach 70. w szkołach podstawowych powiatu limanowskiego zorganizowano naukowy eksperyment: zwiększono liczbę godzin W-F do sześciu tygodniowo i zakupiono dla wszystkich biegówki.  Ta tzw. „próba limanowska” okazała się wielkim sukcesem: w latach 80. i 90. ziemia limanowska dała Polsce kilku zimowych olimpijczyków: Krystynę Stawarską-Liberdę, Michalinę Maciuszek, Helenę Kuczaik-Mikołajczyk i Jana Ziemianina.

Dowiedzieliśmy się, że również Justyna Kowalczyk zaczęła swoją przygodę z biegówkami tylko dlatego, że w szkole w Kasinie Wielkiej zostały po „próbie limanowskiej” duże zapasy nart biegowych… :O

Te wszystkie informacje wyczytaliśmy z tablic pamiątkowych w budynku Klubu Sportowego Zalesianka, gdzie znajduje się wypożyczalnia sprzętu biegowego. W środku jest gdzie się ogrzać, napić kawy z automatu i zagryźć batonikiem z takiego samego urządzenia. Można również urządzić piknik z własnym prowiantem – w budynku rozstawiono wygodne ławy i stoły dla turystów.

Szybko pożyczyłam biegówki i hop na trasę! Paweł z Tomkiem towarzyszyli mi część drogi na sankach:

 

W pewnym momencie zboczyliśmy niechcący z trasy i doszliśmy do starych, drewnianych chatynek – miłe zaskoczenie 🙂

No a na koniec okazało się jeszcze, że

w wypożyczalni mają również buciki od nr 27 i biegówki na wzrost czterolatka! Tomek nie przepuścił takiej okazji i po raz pierwszy w życiu stanął na biegówkach 🙂

Na początku sporo się wywracał, ale szybko złapał o co w tym wszystkim chodzi i bardzo dumny maszerował. To było dla nas niezłe zaskoczenie!

Byliśmy zdziwieni, ale jak się chwilę człowiek zastanowi, to narty biegowe są stworzone dla dzieci! Lekkie, łatwe w obsłudze, a jak dziecko się zmęczy można zawsze przypiąć do plecaka i iść dalej!

Przed przyjazdem do Zalesia nawet nie pomyśleliśmy, że czterolatek może sobie poradzić na biegówkach. Podróże naprawdę kształcą, nawet te sto kilometrów za Kraków 😉

Ahh no i na koniec wpisu jeszcze jedna ważna informacja: warto odwiedzić to miejsce ponownie w lecie – można tu bezpłatnie wypożyczyć rowery górskie, a czeka na nas kiludziesięciokilometrowa sieć tras wokół królowej Beskidu Wyspowego, pani mgieł – Mogielicy.

2 myśli nt. „Biegówki na weekend: Beskid Wyspowy i kolebka polskiego narciastwa biegowego”

  1. Hania to ja cały czas myślałam że jesteś dokładnie taka jak Paweł i monotonii nie cierpisz. Jakoś nie wyobrażam sobie Ciebie, siedzącej nad rzeką i to przez kilka godzin spokojnie na małym, rozkładanym krzesełku, a w ręce trzymającej wędkę. 😉
    Brawa dla Tomeczka, jestem z niego dumna. Gdybym nie była w 34 tygodniu ciąży z chęcią też bym tak sobie pobiegała razem z wami.

    1. Haha no może z wędką przez kilka godzin to rzeczywiście nie, chyba że to by była Alaska i byłaby szansa na jakiegoś łosia albo niedźwiedzia przeprawiającego się przez rzekę 😉 Ale jeżeli chodzi o monotonne sporty to czysta prawda: chodzenie po górach, biegówki, kajakarstwo – uwielbiam je, bo pozwalają na powolne, więc dokładne zwiedzanie, które uwielbiam. Także jak Twój dzisiuś się urodzi i trochę podrośnie, mam nadzieję na wspólne wędrówki z maluchem w chuście :* Albo zapraszam Cię do jeszcze bardziej „nudnego” zajęcia, czyli wyszukiwania gniazd ptasich i obserwacji 🙂 Dzięki za komentarz, uściski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.