Wielkie Fiestas Patrias, czyli o tym jak świętują Chilijczycy

Mieliśmy to szczęście, że wycyrklowaliśmy nasz początek pobytu w Chile akurat na jedno z najbarwniejszych i najhuczniej obchodzonych świąt w tym kraju, czyli święto niepodległości. Fiestas Patrias świętuje się nie jeden dzień, ale cały tydzień. Obowiązek wywieszenia flagi dotyczy KAŻDEGO mieszkańca, a niedostosowanie się do nakazu karane jest grzywną w wysokości 200 000 CLP, czyli… 1200 zł :O Dlatego wszystkie domy, sklepy, a nawet dźwigi na placach budowy (!) przystrojone są narodowymi flagami. Kraj niby latynoski, ale korzenie niemieckie dają o sobie znać – więcej w temacie w którymś z kolejnych postów 😉

Ulicami przebiegają wystrojone odświętnie dostojne señory i roześmiane señoriny. Z ulicy zostaliśmy zgarnięci do kościoła na tradycyjne empanadas i grzane winko 😀 Zostaliśmy również oznakowani na święto:

Znaczek świąteczny                               Fiestas Patrias

Co ciekawe, pogoda zdecydowanie NIE zachęca do świętowania – mgła, wiatr, a na termometrze kilkanaście stopni. Także my Polacy mamy dobry przykład jak można świętować  nasze zimne, listopadowe święto niepodległości. Wystarczy ubrać się na cebulkę, tańczyć cuecę i od czasu do czasu popijać grzane czerwone wino. Dodatkowo Chilijczycy są narodem bardzo mało latynoskim, tzn. w odróżnieniu od Brazylijczyków, Argentyńczyków, Boliwijczyków itd. NIE ma tutaj co dzień FIESTY, tańców i śpiewów do rana, a jednak jak trzeba to nawet w zimnie potrafią się dobrze bawić!

Cueca to taniec wykonywany nie tylko w Chile, ale również Boliwii i Argentynie. Jednak tylko tutaj dosięgnął rangi tańca narodowego, którym został w roku 1979. Każda okazja jest dobra żeby ją zatańczyć, a jej nieodzownym atrybutem jest biała chusteczka, którą wywija się nad głową podczas tańca. Zresztą sami zobaczcie:

Niedzielna msza święta przyniosła sporo nowych, ciekawych obserwacji. Tak jak i u nas Bóg i Ojczyzna to mocno powiązane wartości. Przy ołtarzu zauważyliśmy kilim właśnie z takim napisem „Senor i Patria”. Na początku mszy odśpiewaliśmy na stojąco hymn Chile, ołtarz przystrojony był w narodowe flagi.

W pewnym momencie nabożeństwa ktoś ze zgromadzonych spontanicznie krzyknął „Viva Jesus” i zaraz potem „Viva Chile”, co tłum skwapliwie podchwycił i wykrzyczał również.

Z kolei na koniec mszy ksiądz zaintonował dla Chile „sto lat”, jak dobremu znajomemu. Podoba mi się takie podejście do ojczyzny, traktowanie jej jak kogoś bliskiego, kim trzeba się zajmować, dbać i cieszyć się z tego że jest. A Wam?

Hymn Chile wykonany przez mamę, robiony z przyczajki, więc niestety bez obrazu, ale klimat, zaangażowanie poczujecie:

Tekst tekstem, ale wiadome, że liczą się zdjęcia – proszę bardzo:

 

Cały album z Fiestas Patrias znajdziecie TUTAJ.

Mam nadzieję, że pomogliśmy Wam poczuć klimat Fiesta Patria, a już w przyszłym zapraszamy na nowy wpis – poznacie Pabla, W KTÓREGO ŻYŁACH PŁYNIE POLSKA KREW, właściciela małego baru przy naszej ulicy, który opowie Wam historię swojej prababki, która w latach 30tych. ubiegłego wieku opuściła Polskę i wyruszyła na podbój Chile.

Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.